Po 4 miesiącach od projektowania mojej łazieneczki nadeszła chwila by się pochwalić! Od samego początku miałam jedno marzenie - TĘCZA! Na etapie poszukiwań kafelek i układania kombinacji w sklepie zwątpiłam, że znajdę idealną paletę barw i rozważałam inne kolorowe pomysły (ten post!). Jak to w życiu bywa, gdy już byłam zdecydowana na pixelowy mix i zamówiłam odpowiednie kolory płytek, okazało się, że producent kafelek Tubądzin kilka miesięcy wcześniej zmienił paletę barw i w sklepie mieli wciąż nieaktualny próbnik. Gdy już dorwałam nowy nastąpiła radość, bo moje tęczowe marzenie mogło jednak stać się rzeczywistością! :)))
Było sporo obaw, że mój projekt nie wyjdzie. Problemy z przebiciem się kanalizą przez grubą ścianę, złe zwymiarowanie grzejnika, wielogodzinne kłótnie z Robciem o poszczególne elementy wykończenia, a nawet potajemne zakupy i stawienie chłopa przed faktem dokonanym (tak zdobyłam lampę nad lustrem). W niektórych sytuacjach byłam twarda (Robcio kupił zły blat, więc tydzień po jego zamontowaniu musiał wymienić). W innych musiałam odpuścić, bo litry wylanych łez nie miękczyły Robciowego serca (oby krany się szybko popsuły!). Mój instynkt jednak nie zawiódł, a rezultat przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.
Nie da się ukryć, że ogromną zasługę w tym ma nasza genialna ekipa remontowa (chłopaki spod Mogilna, ktoś namiary?). Cieli płytki i strzelali laserowymi poziomicami ponad 2 tygodnie, ale zrobili wszystko tak jak sobie wymarzyłam :)
A tu już rezultaty wszystkich wykończeniach!
Ten nos to dozownik na mydło. Po naciśnięciu odpowiedniej dziurki puszcza mydlanego gila/babola/smarka :)
Podoba się? Dajcie znać! Miłego weekendu :)))











































































