4 listopada 2014

Fotostory z Trzech Koron i Sokolicy

Nie ma jak to od zawsze mieć w głowie wizję super hiper świetnej podróży poślubnej na drugi koniec świata, a potem gdy jest ten właściwy czas pojechać na kilka dni w Polskę. Życie wygląda tak, że nie jest wcale łatwo zgrać nasze kalendarze. Trochę pokombinowaliśmy i udało nam się wyrwać na kilka dni. Musiały być góry, ale skoro wszystkie blisko położone już mamy rozpracowane, wymyśliłam Pieniny. Wiedziałam, gdzie są, wiedziałam, że przepływa tam Dunajec i myślałam, że słynne Trzy Korony są najwyższym szczytem. Z taką wiedzą i domysłami (Trzy Korony nie są wcale najwyższe!) jechałam po przygodę :)

Szykowałam się na przywitanie zimy. Meteo.pl tym razem się pomyliło. Śnieg nas nie dopadł, za to ostry mróz, który przywitał nas w dniu przyjazdu, pięknie oszronił górki. Na szczęście następne dni były już na plusie. Wchodząc na Trzy Korony udało nam się załapać na topniejący szron. I tu powiem szczerze: takiej sytuacji jeszcze nigdy nie doświadczyłam - bez śniegu, ale biało! :)








Robcio dba ostatnio o swój wizerunek. Nawet do google już na mnie chciał skargę pisać, że naruszam prywatność. Jeśli się chłopak nie opanuje, to spodziewajcie się dużo fot będących moją specjalnością pt. "Robcio a'la wędrownik".





Widoku nie było. Trzeba było machnąć selfie.




Do emerytury daleko, więc postanowiliśmy się zmęczyć ciutek bardziej i uderzyliśmy na Sokolicę. Dla tych widoków warto było czuć nogi dnia następnego :)






   

30 października 2014

Wrocławska relacja!

W zeszłym miesiącu za sprawą udziału w świetnie zorganizowanej konferencji "Diver City - miasto dla wszystkich" spędziłam 3 dni we Wrocku. Wyjazd ten cieszył mnie nie tylko ze względu na moje urbanistyczne ciągoty, ale i dlatego, że zawsze byłam w tym mieście przejazdem, zazwyczaj na kilka godzin. Wrocław czekał na mój podbój. Jednak zbyt atrakcyjny program konferencji ostatecznie wygrał z planami szwędanie się po mieście. Część moich planów musiałam realizować w nocy lub po zakończeniu konferencji, już w towarzystwie Robcia,





Jedna z zalet konferencji była jej lokalizacja - centrum kongresowe przy Hali Stulecia, obiekcie wpisanym na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Wielki + dla organizatorów, którzy załatwili krótką wycieczkę po hali i możliwość podglądnięcia treningu kubańskich siatkarzy. Wnętrze bardzo mi się spodobało, więc w mojej głowie od razu zapaliła się żaróweczka by kupić bilety na jakieś dobre wydarzenie w przyszłości. Może wówczas załapię się również na kolejną atrakcję tego miejsca - pokaz tańczących fontan :)



Wycieczka organizowana w ramach konferencji po Nadodrzu, dzielnicy położonej na północ od centrum miasta, mile mnie zaskoczyła. Za przewodnika robił nie byle kto, bo sam wiceprezydent Wrocławia Pan Adam Grehl. Opowiadał nie tylko o rewitalizacji tej dzielnicy, ale i o przedsiębiorczości, pomysłowości i oddolnych inicjatywach mieszkańców miasta. Bardzo mi się podobało, jak bardzo był z nich dumny. Miło się słucha, gdy ktoś z rządzących miastem zachwala swoich obywateli! :)

 Trasa wycieczki wiodła głównie przez zrewitalizowane podwórka, do których raczej nie jest w stanie trafić zwykły turysta. Przechodziliśmy przez niczym nie wyróżniające się bramy, czasem bardzo obdrapanych kamienic, i naszym oczom niespodziewanie ukazywały się odnowione budynki i fajnie urządzone skwery czy place zabaw.





Na jednym z takich podwórek funkcjonuje Centrum Rozwoju Zawodowego "Krzywy Komin" czyli dotowana przez miasto instytucja zapewniająca mieszkańcom bardzo ciekawe zajęcia, warsztaty, spotkania. Mam wrażenie, że to co w Poznaniu dzieje się często oddolnie (np. w Zakładzie), we Wrocku znajduje poparcie i wsparcie władz :)







Na chwilę zajrzeliśmy m.in. do fundacji Ekorozwoju, MOPSu, małej galerio-drukarni, gdzie pewien hobbista sprowadza stare maszyny drukarskie i je odrestaurowuje, a także ramiarza, mistrza rzemieślnictwa w swoim fachu. .


Nadodrze zadziwiło mnie kilkakrotnie, ale chyba największy wow robiłam widząc takie piękne zazielenione balkony. Aż mi się przykro zrobiło, że na moim nic nie zorganizowałam w tym roku. Na następny kreślę już wielkie plany :)



Do jednej z knajpek na Nadodrzu, która dostrzegłam podczas wycieczki, wybrałam się z Robciem na małe co nieco. Wincentego 21 zaserwowało nam pyszniutki, świeżutkie jedzonko w przyjemnie urządzonym wnętrzu i przystępnych cenach.


Zrobiliśmy jeszcze mały trip na Plac Nowy, wdepnęliśmy do Hali Targowej z początku XX wieku, zobaczyliśmy Panoramę Racławicką (bardzo szybko wydane 50 zł) i na sam koniec mojego pobytu, po 3 dniach udało mi się w końcu zobaczyć wrocławski Rynek za dnia :]








architektura (8) art (6) bieganie (2) Bułgaria (2) Chorwacja (1) Czechy (6) Dania (2) Deutschland (9) dolnośląskie (20) dziwy (2) Estonia (1) etno (2) event (9) film (5) Francja (7) góry (34) Grudziądz (16) Gruzja (6) Islandia (11) jesień (12) kajak (2) Karkonosze (5) koty (8) kuchnia (3) kujawsko-pomorskie (18) lato (8) Litwa (1) lubelskie (1) Łotwa (1) łódzkie (1) majówka (8) małopolskie (9) Maroko (14) mazowieckie (5) narty (10) okolice Poznania (5) party (2) PKP (2) podlaskie (12) pomorskie (7) Portugalia (14) Poznań (43) R. (20) rodzinka (6) Rosja (24) rower (17) rozkminki (9) Rumunia (3) samo życie (42) Słowenia (1) sport (10) szkolenia (1) Szwecja (1) śląskie (1) świętokrzyskie (6) Tatry (6) Toruń (3) UK (10) Ukraina (2) warmińsko-mazurskie (3) wielkopolskie (7) wiosna (8) Włochy (6) zachodniopomorskie (2) zamki (6) zima (16) zwierzaki (7)

Obserwatorzy